wtorek, 31 marca 2020

Cienka granica


– Miałaś swoje powody, żeby się tu pojawić – stwierdził mistrz, zamykając za Nefris drzwi do swojego gabinetu.
Najpierw przenieśli sparaliżowanych uczniów do ich pokojów. Później zablokowali drzwi pozostałej czwórki śpiących, wsuwając pod nie kartki z ostrzeżeniem, żeby nie opuszczali swoich sypialni. Mogli ich obudzić, ale nie chcieli wywoływać paniki. W końcu, nie mogąc dłużej odkładać konfrontacji, znaleźli się tutaj, twarzą w twarz.
Nefris wiedziała, że zaprzeczanie jest bezcelowe. Ton Ombara świadczył, że jakiekolwiek próby wykręcenia się zostaną od razu ucięte i uznane za niepoważne.
– Owszem, miałam – przyznała, przełykając głośno ślinę. – Ale to nie znaczy, że jestem odpowiedzialna za to, co stało się na korytarzu.
– Dlaczego miałbym ci wierzyć? Nigdy nie byliśmy blisko, zawsze szłaś własnymi ścieżkami i nie jestem pewien, czy naprawdę mogę powiedzieć, że ci ufam.
­– W takim razie czemu w ogóle pozwoliłeś mi tu zamieszkać?
Zrobiła krok wprzód o spojrzała mu głęboko w oczy.
– Will – szepnęła ledwo słyszalnie. – Gdybyś wobec wszystkich był tak nieufny, moglibyśmy nie mieć tego problemu… – Przerwała nagle, choć wyglądała, jakby chciała powiedzieć coś więcej. Zmarszczyła brwi, odsunęła się i podeszła do okna.
Ombar nie do końca wiedział jak się zachować. Był zły, że doszło do czegoś takiego, rozczarowany, że Nefris nie chce po prostu wyjaśnić co się dzieje, choć wyraźnie wie coś na ten temat, zawiedziony sam sobą, że kiedy spotkał ją w barze, nie odwrócił się i nie poszedł swoją drogą… Właściwie czemu tego nie zrobił?
– Nefris… – zrobił kilka kroków w jej stronę i położył jej dłoń na ramieniu. Odwróciła się pod wpływem gestu. Zobaczył, że jej oczy są wilgotne, choć po jej policzkach nie ciekły żadne łzy. Była roztrzęsiona, co sprawiło, że jego osąd nieco złagodniał. Nefris bardzo rzadko okazywała emocje.
– Emilia zawsze coś w tobie widziała. Nie rozmawiamy, ale jeśli kiedyś mi wybaczy… Nie chciałem jej mówić, że odmówiłem schronienia jej przyjaciółce. Nie rozumiem do końca, co się dzieje, ale wiem, jaki rodzaj magii wywołuje takie efekty. Wiem też, kto się nie zajmował, jeszcze zanim stary porządek upadł. Jak mogę ci uwierzyć, że nie masz z tym nic wspólnego, szczególnie, kiedy nie chcesz mi nic powiedzieć?
– Wiem, co myślisz – odpowiedziała w końcu, a ton jej głosu jak zwykle pozostał bez emocji. A jednak kłębiły się one także w jej głowie, choć nauczyła się to dobrze ukrywać.
Czy to był ostatni epizod jej przygód w Akademii Cieni? Czasem koniec następuje, zanim jeszcze tak naprawdę człowiek zorientuje się, że coś się zaczęło. Kiedy nic nie oczekuje, otrzymuje wiele, ale kiedy zaczyna mu na czymś zależeć… Nefris była tu dopiero chwilę, ale zdążyła się przyzwyczaić do tutejszego trybu życia. Zanim Ombar zgodził się ją chronić, była przekonana, że i bez niego sobie poradzi. Jednak teraz, kiedy kolejne słowa miały zaważyć na jej losie, zastanawiała się, jak? Jak poradzi sobie w świecie, który się zmienił, w którym mało kogo zna, a tym bardziej komu może choć w jednej milionowej zaufać? Ombar miał nad nią przewagę, a ona mogła skreślić swoją pozycję zarówno wyznaniem, jak i jego brakiem.
– W trakcie wojny… – zaczęła, prawie że drżącym głosem, wbijając wzrok w ciemne, nieprzeniknione oczy rozmówcy. – Nikt z was nie wiedział gdzie jesteśmy.
Zawiesiła się na chwilę. Ombar pokiwał zachęcająco głową, patrząc na nią uważnie, ale z pewną dozą zniecierpliwienia.
– Badałyście magię dawnych plemion… Przed wojną rodzice wtajemniczyli mnie w te kwestie. Przynajmniej twoja matka badała, ale zgaduję, że brałaś w tym udział.
– To prawda. Mama pierwszy raz zabrała mnie ze sobą. Byłyśmy w Egipcie, ale pewien trop zaprowadził nas do Ameryki Południowej. Tam odkryłyśmy dużo więcej niż kiedykolwiek… Ale zaczęły się zamieszki i nie wiedziałyśmy, czy wracać do domu…
­– Co masz na myśli przez „dużo więcej niż kiedykolwiek”? ­– zapytał ożywionym głosem, przerywając jej wywód.
Opuściła oczy, a potem podniosła je na nowo. Jej dolna warga drżała.
– Obiecałam, że nigdy o tym nikomu nie powiem. Nie mogę złamać tego przyrzeczenia! Ombar, ja… Dokonałam pewnej wymiany i jeśli teraz coś ci powiem, nie jestem w stanie przewidzieć, jakie będą skutki.
– Czyli nie możesz mi nic powiedzieć? – Złapał się za głowę i nerwowo przeczesał włosy palcami. – Co ja mam z tobą zrobić?
Podeszła do niego i złapała go za ręce.
– Przysięgam, że ostatnie wydarzenie to nie moja sprawka. Mogłam przyczynić się do nocnych dźwięków i dziwnej atmosfery, mogłam nadużywać mocy uczniów, ale wszystko co robiłam miało swoje granice i nigdy nie pozwoliłabym…
– Nie pozwoliłabyś?! Czy ty siebie słyszysz? – Wybuchnął gorzkim śmiechem. – Używałaś energii dzieci, wpuściłaś tu duchy i wciąż jeszcze uważasz, że masz nad tym kontrolę? Mam pod ręką sześć dowodów, że tak nie jest.
Odsunęła się i patrzyła na niego smutno swoimi brązowymi oczami.
– Dobrze – rzuciła w końcu, bardziej do siebie, niż do niego. – Przysięgłam nie mówić, ale nie było mowy o odczytywaniu moich myśli. Zajrzyj w nie, a może uda nam się to rozwiązać.
Wybałuszył oczy i wyglądałby naprawdę śmiesznie, poważny i dostojny w mroku gabinetu, z osłupiałą twarzą, gdyby był tu obecny ktoś zdolny docenić ten kontrast. Jednak sytuacja była poważna, a Nefris nie chciało się śmiać. W ich świecie myśli były najintymniejszym aspektem energii, czymś, czego prawie nigdy nie udostępniano drugiej osobie. Nawet przed wojną była to jedna z praktyk zakazanych, nie mówiąc o tym, że większość nie wierzyła, żeby w ogóle była możliwa.
– Niech tak będzie – stwierdził, odpychając na dalszy plan wszelkie wątpliwości.
Siedli na podłodze naprzeciw siebie i nawiązali kontakt wzrokowy. Wnikliwy obserwator, gdyby miał okazję oglądać tę sytuację, dostrzegłby, że powietrze między nimi jakby zgęstniało i zaczęło się iskrzyć. W końcu zaiskrzyły też oczy mężczyzny, a po chwili odmalował się w nich szok.
– Niemożliwe – wyszeptał mimowolnie i połączenie zostało zerwane.