–
Miałaś swoje powody, żeby się tu pojawić – stwierdził mistrz, zamykając za
Nefris drzwi do swojego gabinetu.
Najpierw
przenieśli sparaliżowanych uczniów do ich pokojów. Później zablokowali drzwi
pozostałej czwórki śpiących, wsuwając pod nie kartki z ostrzeżeniem, żeby nie
opuszczali swoich sypialni. Mogli ich obudzić, ale nie chcieli wywoływać
paniki. W końcu, nie mogąc dłużej odkładać konfrontacji, znaleźli się tutaj,
twarzą w twarz.
Nefris
wiedziała, że zaprzeczanie jest bezcelowe. Ton Ombara świadczył, że
jakiekolwiek próby wykręcenia się zostaną od razu ucięte i uznane za
niepoważne.
–
Owszem, miałam – przyznała, przełykając głośno ślinę. – Ale to nie znaczy, że
jestem odpowiedzialna za to, co stało się na korytarzu.
–
Dlaczego miałbym ci wierzyć? Nigdy nie byliśmy blisko, zawsze szłaś własnymi
ścieżkami i nie jestem pewien, czy naprawdę mogę powiedzieć, że ci ufam.
–
W takim razie czemu w ogóle pozwoliłeś mi tu zamieszkać?
Zrobiła
krok wprzód o spojrzała mu głęboko w oczy.
–
Will – szepnęła ledwo słyszalnie. – Gdybyś wobec wszystkich był tak nieufny,
moglibyśmy nie mieć tego problemu… – Przerwała nagle, choć wyglądała, jakby
chciała powiedzieć coś więcej. Zmarszczyła brwi, odsunęła się i podeszła do
okna.
Ombar
nie do końca wiedział jak się zachować. Był zły, że doszło do czegoś takiego,
rozczarowany, że Nefris nie chce po prostu wyjaśnić co się dzieje, choć
wyraźnie wie coś na ten temat, zawiedziony sam sobą, że kiedy spotkał ją w
barze, nie odwrócił się i nie poszedł swoją drogą… Właściwie czemu tego nie
zrobił?
–
Nefris… – zrobił kilka kroków w jej stronę i położył jej dłoń na ramieniu.
Odwróciła się pod wpływem gestu. Zobaczył, że jej oczy są wilgotne, choć po jej
policzkach nie ciekły żadne łzy. Była roztrzęsiona, co sprawiło, że jego osąd
nieco złagodniał. Nefris bardzo rzadko okazywała emocje.
–
Emilia zawsze coś w tobie widziała. Nie rozmawiamy, ale jeśli kiedyś mi
wybaczy… Nie chciałem jej mówić, że odmówiłem schronienia jej przyjaciółce. Nie
rozumiem do końca, co się dzieje, ale wiem, jaki rodzaj magii wywołuje takie
efekty. Wiem też, kto się nie zajmował, jeszcze zanim stary porządek upadł. Jak
mogę ci uwierzyć, że nie masz z tym nic wspólnego, szczególnie, kiedy nie
chcesz mi nic powiedzieć?
–
Wiem, co myślisz – odpowiedziała w końcu, a ton jej głosu jak zwykle pozostał
bez emocji. A jednak kłębiły się one także w jej głowie, choć nauczyła się to
dobrze ukrywać.
Czy
to był ostatni epizod jej przygód w Akademii Cieni? Czasem koniec następuje,
zanim jeszcze tak naprawdę człowiek zorientuje się, że coś się zaczęło. Kiedy nic
nie oczekuje, otrzymuje wiele, ale kiedy zaczyna mu na czymś zależeć… Nefris
była tu dopiero chwilę, ale zdążyła się przyzwyczaić do tutejszego trybu życia.
Zanim Ombar zgodził się ją chronić, była przekonana, że i bez niego sobie
poradzi. Jednak teraz, kiedy kolejne słowa miały zaważyć na jej losie, zastanawiała
się, jak? Jak poradzi sobie w świecie, który się zmienił, w którym mało kogo
zna, a tym bardziej komu może choć w jednej milionowej zaufać? Ombar miał nad
nią przewagę, a ona mogła skreślić swoją pozycję zarówno wyznaniem, jak i jego
brakiem.
–
W trakcie wojny… – zaczęła, prawie że drżącym głosem, wbijając wzrok w ciemne,
nieprzeniknione oczy rozmówcy. – Nikt z was nie wiedział gdzie jesteśmy.
Zawiesiła
się na chwilę. Ombar pokiwał zachęcająco głową, patrząc na nią uważnie, ale z
pewną dozą zniecierpliwienia.
–
Badałyście magię dawnych plemion… Przed wojną rodzice wtajemniczyli mnie w te
kwestie. Przynajmniej twoja matka badała, ale zgaduję, że brałaś w tym udział.
–
To prawda. Mama pierwszy raz zabrała mnie ze sobą. Byłyśmy w Egipcie, ale
pewien trop zaprowadził nas do Ameryki Południowej. Tam odkryłyśmy dużo więcej
niż kiedykolwiek… Ale zaczęły się zamieszki i nie wiedziałyśmy, czy wracać do
domu…
–
Co masz na myśli przez „dużo więcej niż kiedykolwiek”? – zapytał ożywionym
głosem, przerywając jej wywód.
Opuściła
oczy, a potem podniosła je na nowo. Jej dolna warga drżała.
–
Obiecałam, że nigdy o tym nikomu nie powiem. Nie mogę złamać tego
przyrzeczenia! Ombar, ja… Dokonałam pewnej wymiany i jeśli teraz coś ci powiem,
nie jestem w stanie przewidzieć, jakie będą skutki.
–
Czyli nie możesz mi nic powiedzieć? – Złapał się za głowę i nerwowo przeczesał
włosy palcami. – Co ja mam z tobą zrobić?
Podeszła
do niego i złapała go za ręce.
–
Przysięgam, że ostatnie wydarzenie to nie moja sprawka. Mogłam przyczynić się
do nocnych dźwięków i dziwnej atmosfery, mogłam nadużywać mocy uczniów, ale
wszystko co robiłam miało swoje granice i nigdy nie pozwoliłabym…
–
Nie pozwoliłabyś?! Czy ty siebie słyszysz? – Wybuchnął gorzkim śmiechem. –
Używałaś energii dzieci, wpuściłaś tu duchy i wciąż jeszcze uważasz, że masz
nad tym kontrolę? Mam pod ręką sześć dowodów, że tak nie jest.
Odsunęła
się i patrzyła na niego smutno swoimi brązowymi oczami.
–
Dobrze – rzuciła w końcu, bardziej do siebie, niż do niego. – Przysięgłam nie
mówić, ale nie było mowy o odczytywaniu moich myśli. Zajrzyj w nie, a może uda
nam się to rozwiązać.
Wybałuszył
oczy i wyglądałby naprawdę śmiesznie, poważny i dostojny w mroku gabinetu, z
osłupiałą twarzą, gdyby był tu obecny ktoś zdolny docenić ten kontrast. Jednak
sytuacja była poważna, a Nefris nie chciało się śmiać. W ich świecie myśli były
najintymniejszym aspektem energii, czymś, czego prawie nigdy nie udostępniano
drugiej osobie. Nawet przed wojną była to jedna z praktyk zakazanych, nie
mówiąc o tym, że większość nie wierzyła, żeby w ogóle była możliwa.
–
Niech tak będzie – stwierdził, odpychając na dalszy plan wszelkie wątpliwości.
Siedli
na podłodze naprzeciw siebie i nawiązali kontakt wzrokowy. Wnikliwy obserwator,
gdyby miał okazję oglądać tę sytuację, dostrzegłby, że powietrze między nimi
jakby zgęstniało i zaczęło się iskrzyć. W końcu zaiskrzyły też oczy mężczyzny,
a po chwili odmalował się w nich szok.
–
Niemożliwe – wyszeptał mimowolnie i połączenie zostało zerwane.