Tego
wieczoru Lola miała wymknąć się ze swojego pokoju i pod osłoną ciemności
zakraść się do Lizzy. Przyjaciółka obiecała jej, że podzieli się z nią opowieścią
tak straszną, że zmrozi jej krew w żyłach. W zasadzie Lola nie lubiła
strasznych historii, ale zakradanie się w nocy brzmiało brawurowo. Gdyby
odmówiła, wyszłaby na tchórza, szczególnie, że już na tym etapie nikt nie
traktował jej poważnie jako najmłodszej członkini Akademii Cieni. Dlatego
zamiast położyć się spać, Lola założyła na siebie swój jedwabny, kwiecisty
szlafrok (udało się jej namówić rodziców, żeby podarowali jej go na urodziny),
który, jak miała nadzieję, zaimponuje Lizzy, zebrała w sobie całą swoją odwagę
i wyszła z pokoju. Źródłem jej niepokoju nie byli nawet nauczyciele surowo
pilnujących porządku; tak naprawdę mistrz w ogóle ich nie pilnował, a Nefris
jedynie czasem pojawiała się na korytarzu z ostrzegawczą miną, ale jeszcze
nigdy nie ukarała kogoś, kto akurat znalazł się poza łóżkiem. Lola zastanawiała
się czasem, kto i na jakiej podstawie powierzył akurat tej dwójce pieczę nad
grupą młodzieży.
Nastolatka
przeszła kilka kroków na palcach, rozglądając się nerwowo wokół siebie. Lizzy
śmiałaby się, gdyby zobaczyła ją w tej chwili, ale Lola nie potrafiła kompletnie
odrzucić krążących ostatnio plotek. Rudowłosa zawsze była sceptyczna wobec
wszystkiego, ale to nie czyniło jej nieomylną. Lola na własne uszy słyszała,
jak pewnego dnia Herb i Joanne rozmawiali przy śniadaniu o dziwnych dźwiękach
rozlegających się w nocy na korytarzu, których źródła nie da się wykryć.
Klaudius twierdził, że zmyślają, ale po co? Żeby
być fajnymi – odpowiedziała sobie sama w myślach, imitując pogardliwy ton
Klaudiusa. Problem w tym, że Joanne i Herb nie chcieli być fajni. Bycie pupilkami
mistrza im nie przeszkadzało.
Już
tylko kilka kroków dzieliło ją od drzwi do pokoju przyjaciółki, kiedy za jej
plecami ktoś coś szepnął. Tak jej się wydawało. Na dobrą sprawę mógł to być
szum wiatru przeciskającego się przez szczeliny w okiennicach, ale nie
zamierzała tego sprawdzać. Dobiegła do drzwi, popchnęła je i wpadła do środka.
– Co do… – Lizzy aż podskoczyła na łóżku, ale
zobaczywszy, kto przed nią stoi, nie dokończyła. – Co się dzieje? – zapytała w
zamian. W jej brązowych oczach zabłysło nawet coś na kształt niepokoju.
–
Wydawało mi się, że… – Lola szybko zastanowiła się, jak zgrabnie wybrnąć z
sytuacji. Nie może się przyznać do strachu przed nieznanym duchem korytarzowym,
bo wyszłaby na mięczaka.
Lizzy
patrzyła już na nią na wpół z pogardą, kiedy przerwał im stukot. Lola zadrżała
na całym ciele i rzuciła się do drzwi, żeby sprawdzić, czy dobrze je zamknęła.
–
To od strony okna – zauważyła z niesmakiem rudowłosa i podeszła w tamtą stronę,
żeby je otworzyć.
Po
chwili przez okno do pokoju wgramolił się Klaudius.
–
Co jest? – zapytał, lekko dysząc. Nie dało się nie zauważyć dziwnego napięcia
między dziewczynami, a Lola wciąż stała przed drzwiami, trzymając jedną rękę na
klamce.
–
Już wychodzisz? Cóż, będzie więcej dla nas.
Chłopak
podszedł do stolika stojącego obok łóżka i postawił na nim butelkę wypełnioną
dziwnym płynem i trzy jednorazowe kubki.
Lola
otrząsnęła się z amoku.
–
Nie, ja tylko… Wydawało mi się, że Nefris za mną idzie – wydukała, udając, że
nie zauważa wymiany spojrzeń między jej towarzyszami. Ależ ona tego nie
znosiła! W tych spojrzeniach krył się jakiś komunikat w stylu: „Teraz pozwalamy
ci z nami przebywać, ale nigdy nie będziesz częścią nas.”.
Koniec
końców Lizzy odpuściła, a Klaudius wzruszył ramionami. Nalał dziwnej substancji
do kubków i podał je dziewczynom. Lola niepewnie powąchała zawartość.
–
Nie ma w tym alkoholu? – zapytała niepewnie, zyskując w ten sposób kolejną,
jakże irytującą wymianę spojrzeń między swoimi towarzyszami.
–
Oczywiście, że nie – odpowiedział Klaudius, a w jego topazowych oczach
zaiskrzyły niebezpieczne ogniki. – To tylko herbata ziołowa według przepisu
mojej babci.
Lizzy
uśmiechnęła się dziwnie i unieśli kubki do ust. Lola musiała przyznać, że
herbata, choć dziwna, była całkiem smaczna. Jakby słono-gorzka, ogrzała ją
momentalnie od środka i sprawiła, że wcześniejszy lęk wydał się jej absurdem.
–
To co ze straszną historią?
–
Zapomnijcie o tym – rzucił szybko chłopak, dopijając resztkę płynu. – Mamy coś
lepszego do roboty.
Dziewczyny
podniosły na niego wzrok z zaskoczeniem. Chociaż po Akademii krążyły plotki o
duchach, ostatnio od dłuższego czasu nie wydarzyło się nic ciekawego. Chodzili
codziennie na lekcje, czasem oglądali razem filmy, nawet Nefris już się
zaaklimatyzowała. Największym wydarzeniem była ostatnio zmiana pory roku.
–
Co masz na myśli? – zapytała w końcu Lizzy, odrzucając do tyłu rude loki.
Chłopak
uśmiechnął się z wyższością, delektując się swoją przewagą nad niedomyślającymi
się niczego dziewczynami. W końcu Lola, której zaczęło jakoś dziwnie kręcić się
w głowie, szturchnęła go w bok.
–
Mów o co ci chodzi.
Klaudius
spojrzał na nią groźnie, ale zaczął mówić.
–
Żeby tu przyjść musiałem minąć kilka okien. Widziałem Marie…
W
tym momencie Lizzy przerwała mu, prychając z niedowierzaniem.
–
Oczywiście! Spodziewamy się niesamowitych atrakcji, a ty mówisz nam, że
podglądałeś Marie. Myślałam, że stać cię na więcej niż zaglądanie dziewczynom w
okna.
–
Nie o to chodzi. Kiedy mijałem jej pokój, wymykała się na korytarz. Spojrzałem
w jej okno tylko dlatego, że coś się tam poruszyło.
–
Jasne jasne. Ale wciąż nie rozumiem, co miałoby w tym być ciekawego?
Chłopak
spojrzał na nie z triumfem w oczach.
–
W jednym oknie paliło się światło.
–
Brawo, Sherlocku. A teraz powiedz nam z łaski swojej w czyim.
Lola
spoglądała z niepokojem to na jedno, to na drugie. Do czegokolwiek zmierzali,
nie podobało się jej to. Tymczasem Klaudius uśmiechał się coraz szerzej, nie
chcąc szybko stracić zyskanego zainteresowania.
–
W oknie Quinna – wydusił z siebie wreszcie, nie mogąc dłużej wytrzymać palącego
spojrzenia Lizzy.
Lola
odetchnęła z ulgą. Niestety nikt nie zwrócił na nią uwagi.
–
Widziałeś co on robi? – zapytała natychmiast rudowłosa, a chłopak pokręcił w
odpowiedzi głową.
–
To nie po drodze. Widziałem tylko światło.
–
Musimy to sprawdzić!
Lola
próbowała ostudzić ich entuzjazm, ale jakiekolwiek próby były daremne. Po
chwili wszyscy wspinali się na parapet.
–
Nie bójcie się, jest tu dość szeroki gzyms. Jak coś nie jesteśmy aż tak wysoko.
W
ten sposób najmłodsza uczennica akademii wylądowała na zewnątrz, wspinając się
w ciemności tuż za swoimi towarzyszami i starając się nie przytulać zbytnio do
ściany, żeby nie zniszczyć cennego szlafroka. Idący przodem Klaudius postanowił
zabrać ze sobą swoją butelkę, co znacznie utrudniało mu zachowanie równowagi.
Musieli co chwila się zatrzymywać, ale w końcu dotarli pod okno Quinna.
–
Jesteście pewni, że to dobry pomysł? – zawołała przed siebie Lola, ale
przyjaciele tylko ją uciszyli.
–
Zwariowałaś? – wyszeptała Lizzy. – Jesteśmy tak blisko, że mogą nas usłyszeć.
–
Nie ma żadnego „mogą”… – próbowała jej wyjaśnić Lola, ale przerwał jej
niespodziewany wypadek.
W
trakcie kiedy dziewczyny się spierały, Klaudius próbował zajrzeć przez okno.
Był wciąż za daleko, dlatego wyciągnął rękę, żeby oprzeć się o szybę, ciągnąc
za sobą przy okazji Lizzy, która wsparła się na nim całym swoim ciężarem,
starając się zajrzeć mu przez ramię. Problem w tym, że szyby nie było tam,
gdzie być powinna. Chłopak stracił równowagę i oboje wpadli z łoskotem do
pokoju. Przerażona Lola wskoczyła za nimi, zapominając, że jest tam ktoś
jeszcze.
Quinn
siedział na podłodze, otoczony zapalonymi świeczkami i medytował, kiedy nagle w
jego pokoju wylądowały z wielkim hukiem dwie osoby, a trzecia wskoczyła tuż za
nimi. Zszokowany poderwał się na równe nogi, gotów do obrony. Dopiero po chwili
zorientował się, kim są niespodziewani goście.
–
Odbiło wam? – zawołał, wciąż nie rozumiejąc, co tu się stało.
–
Gdzie jest Marie? – zapytała równie zdziwiona Lizzy, rozmasowując obolałe
ciało.
–
Mówiłam ci, że jej tu nie będzie! – krzyknęła zdenerwowana Lola.
–
Patrzcie! Moja butelka się nie zbiła – ucieszył się tymczasem Klaudius i nagle
wybuchnął śmiechem. Dziewczyny spojrzały po sobie i też zaczęły się śmiać.
Quinn poczuł się jak w domu wariatów.
–
Jaka Marie? Co tu się w ogóle dzieje?
–
Czemu nie mogę się przestać śmiać? – zapytała w tym samym momencie Lola, łapiąc
się za bolący od ruchu mięśni brzuch.
Nagle
ktoś zapukał do drzwi. Quinn momentalnie pstryknął palcami, na co wszystkie
świeczki zgasły i podskoczył do grupki, żeby zatkać dziewczynom usta. Klaudius
uprzejmie sam zakrył swoje, ale nic nie było w stanie stłumić wydawanych przez
nich dźwięków.
–
Jeśli będę miał przez to jakieś kłopoty… – zaczął im szeptem grozić Quinn, ale
wtedy zza drzwi dobiegł damski głos.
–
Quinn, wszystko w porządku? To tylko ja i Herb. Usłyszeliśmy hałas…
Chłopak
puścił dziewczyny i podszedł do drzwi, żeby zaprosić Joanne i Herba do środka,
zanim wzbudzą jeszcze większe zainteresowanie.
–
Zebrało się tu niezłe towarzystwo – stwierdzili nowoprzybyli, z zaskoczeniem
obserwując śmiejących się.
–
Czy ktoś jest w stanie mi wyjaśnić, co tu się dzieje? – zapytał Quinn.
–
Myśleliśmy, że ty… – stwierdził zdziwiony Herb, ale Joanne dała mu kuksańca i
zamilkł.
Klaudius
pierwszy się uspokoił i z powątpiewaniem spojrzał na trzymaną butelkę.
–
Możliwe, że przesadziłem z niektórymi składnikami. To miało nas tylko lekko
rozbawić.
–
I gdzie jest Marie? – zapytała Lizzy.
–
Marie? – zdziwili się Herb i Joanne.
–
Mogę coś powiedzieć? – odezwała się nagle Lola, która zbierała się do tego już
od dłuższego czasu.
Wszyscy
zamilkli i spojrzeli na nią z ciekawością.
–
Od początku wiedziałam, że Marie tu nie będzie – stwierdziła, zwracając się
głównie do swoich przyjaciół, którzy spojrzeli na nią ze zdziwieniem. – Nie ma
żadnego powodu, dla którego miałaby tu być.
–
Co masz na myśli? – zapytała skołowana Lizzy.
Poirytowana
nastolatka przewróciła oczami.
–
Oni nigdy ze sobą nawet nie rozmawiali. A poza tym, Marie woli dziewczyny.
W
pokoju zaległa na chwilę cisza.
–
Co? Skąd o tym wiesz?
–
Powiedziała mi. – Dziewczyna wzruszyła bezwiednie ramionami. Przecież to
całkiem normalne, prawda?
Lizzy
patrzyła na nią uważnie.
–
Rozmawiałyśmy z nią tyle samo razy, a mi nigdy tego nie powiedziała.
Klaudius
spojrzał ze zrozumieniem na rudowłosą.
–
Ona musi się jej podobać!
Na
chwilę zupełnie zapomnieli o pozostałej trójce osób przebywających w pokoju.
Quinn nie wytrzymał i postanowił się wtrącić.
–
Niezależenie od tego, jak bardzo stereotypowe i niewłaściwie jest zakładanie,
że Marie powiedziała o tym Loli, bo jej się podoba, czy dobrze rozumiem, że
przyszliście tu, bo myśleliście, że przyłapiecie nas razem?
Klaudius
i Lizzy już go nie słuchali. W ich głowie powstawał nowy, szatański plan. Lola
przyglądała im się z rosnącym przerażeniem.
–
Musimy je skonfrontować…
–
Ale gdzie ona może być?
–
Przejdziemy się korytarzem i będziemy podsłuchiwać pod drzwiami…
–
A jeśli ktoś nas złapie?
–
Oni ledwo nas pilnują.
Wybiegli
za drzwi, wołając Lolę. Nastolatka niezręcznie przestąpiła z nogi na nogę,
poprawiła szlafrok i poleciała za nimi. Quinn, Joanne i Herb zmierzyli się
wzrokiem i też pobiegli za nimi.
–
Zaczekajcie! O co…
Niedane
było im dokończyć. Całą szóstkę sparaliżował chłodny powiew i dziwaczny szelest,
który rozległ się w przestrzeni, w której nie było żadnego źródła tego rodzaju
efektów. Wszystkie okna były zamknięte, przestrzeń wokół nich pusta…
To
z czyjegoś pokoju – próbowała uspokoić się w myślach Lola,
ale nagle usłyszała w głowie jakieś inne głosy, które mruczały coś niewyraźnie…
Nie mogę się ruszyć – było jej
ostatnią myślą.
Dwoje
dorosłych stało w korytarzu, przyglądając się z troską leżącej na podłodze
szóstce. Uczniowie byli nieprzytomni, choć raz na jakiś czas zdarzało im się
jęknąć. Ombar podniósł wzrok i spojrzał na Nefris. Jego oczy zdawały się
przeszywać ją na wylot.
–
Czas, żebyśmy poważnie porozmawiali.