wtorek, 30 lipca 2019

Wędrówki nocą


Tego wieczoru Lola miała wymknąć się ze swojego pokoju i pod osłoną ciemności zakraść się do Lizzy. Przyjaciółka obiecała jej, że podzieli się z nią opowieścią tak straszną, że zmrozi jej krew w żyłach. W zasadzie Lola nie lubiła strasznych historii, ale zakradanie się w nocy brzmiało brawurowo. Gdyby odmówiła, wyszłaby na tchórza, szczególnie, że już na tym etapie nikt nie traktował jej poważnie jako najmłodszej członkini Akademii Cieni. Dlatego zamiast położyć się spać, Lola założyła na siebie swój jedwabny, kwiecisty szlafrok (udało się jej namówić rodziców, żeby podarowali jej go na urodziny), który, jak miała nadzieję, zaimponuje Lizzy, zebrała w sobie całą swoją odwagę i wyszła z pokoju. Źródłem jej niepokoju nie byli nawet nauczyciele surowo pilnujących porządku; tak naprawdę mistrz w ogóle ich nie pilnował, a Nefris jedynie czasem pojawiała się na korytarzu z ostrzegawczą miną, ale jeszcze nigdy nie ukarała kogoś, kto akurat znalazł się poza łóżkiem. Lola zastanawiała się czasem, kto i na jakiej podstawie powierzył akurat tej dwójce pieczę nad grupą młodzieży.
Nastolatka przeszła kilka kroków na palcach, rozglądając się nerwowo wokół siebie. Lizzy śmiałaby się, gdyby zobaczyła ją w tej chwili, ale Lola nie potrafiła kompletnie odrzucić krążących ostatnio plotek. Rudowłosa zawsze była sceptyczna wobec wszystkiego, ale to nie czyniło jej nieomylną. Lola na własne uszy słyszała, jak pewnego dnia Herb i Joanne rozmawiali przy śniadaniu o dziwnych dźwiękach rozlegających się w nocy na korytarzu, których źródła nie da się wykryć. Klaudius twierdził, że zmyślają, ale po co? Żeby być fajnymi – odpowiedziała sobie sama w myślach, imitując pogardliwy ton Klaudiusa. Problem w tym, że Joanne i Herb nie chcieli być fajni. Bycie pupilkami mistrza im nie przeszkadzało.
Już tylko kilka kroków dzieliło ją od drzwi do pokoju przyjaciółki, kiedy za jej plecami ktoś coś szepnął. Tak jej się wydawało. Na dobrą sprawę mógł to być szum wiatru przeciskającego się przez szczeliny w okiennicach, ale nie zamierzała tego sprawdzać. Dobiegła do drzwi, popchnęła je i wpadła do środka.
 – Co do… – Lizzy aż podskoczyła na łóżku, ale zobaczywszy, kto przed nią stoi, nie dokończyła. – Co się dzieje? – zapytała w zamian. W jej brązowych oczach zabłysło nawet coś na kształt niepokoju.
– Wydawało mi się, że… – Lola szybko zastanowiła się, jak zgrabnie wybrnąć z sytuacji. Nie może się przyznać do strachu przed nieznanym duchem korytarzowym, bo wyszłaby na mięczaka.
Lizzy patrzyła już na nią na wpół z pogardą, kiedy przerwał im stukot. Lola zadrżała na całym ciele i rzuciła się do drzwi, żeby sprawdzić, czy dobrze je zamknęła.
– To od strony okna – zauważyła z niesmakiem rudowłosa i podeszła w tamtą stronę, żeby je otworzyć.
Po chwili przez okno do pokoju wgramolił się Klaudius.
– Co jest? – zapytał, lekko dysząc. Nie dało się nie zauważyć dziwnego napięcia między dziewczynami, a Lola wciąż stała przed drzwiami, trzymając jedną rękę na klamce.
– Już wychodzisz? Cóż, będzie więcej dla nas.
Chłopak podszedł do stolika stojącego obok łóżka i postawił na nim butelkę wypełnioną dziwnym płynem i trzy jednorazowe kubki.
Lola otrząsnęła się z amoku.
– Nie, ja tylko… Wydawało mi się, że Nefris za mną idzie – wydukała, udając, że nie zauważa wymiany spojrzeń między jej towarzyszami. Ależ ona tego nie znosiła! W tych spojrzeniach krył się jakiś komunikat w stylu: „Teraz pozwalamy ci z nami przebywać, ale nigdy nie będziesz częścią nas.”.
Koniec końców Lizzy odpuściła, a Klaudius wzruszył ramionami. Nalał dziwnej substancji do kubków i podał je dziewczynom. Lola niepewnie powąchała zawartość.
– Nie ma w tym alkoholu? – zapytała niepewnie, zyskując w ten sposób kolejną, jakże irytującą wymianę spojrzeń między swoimi towarzyszami.
– Oczywiście, że nie – odpowiedział Klaudius, a w jego topazowych oczach zaiskrzyły niebezpieczne ogniki. – To tylko herbata ziołowa według przepisu mojej babci.
Lizzy uśmiechnęła się dziwnie i unieśli kubki do ust. Lola musiała przyznać, że herbata, choć dziwna, była całkiem smaczna. Jakby słono-gorzka, ogrzała ją momentalnie od środka i sprawiła, że wcześniejszy lęk wydał się jej absurdem.
– To co ze straszną historią?
– Zapomnijcie o tym – rzucił szybko chłopak, dopijając resztkę płynu. – Mamy coś lepszego do roboty.
Dziewczyny podniosły na niego wzrok z zaskoczeniem. Chociaż po Akademii krążyły plotki o duchach, ostatnio od dłuższego czasu nie wydarzyło się nic ciekawego. Chodzili codziennie na lekcje, czasem oglądali razem filmy, nawet Nefris już się zaaklimatyzowała. Największym wydarzeniem była ostatnio zmiana pory roku.
– Co masz na myśli? – zapytała w końcu Lizzy, odrzucając do tyłu rude loki.
Chłopak uśmiechnął się z wyższością, delektując się swoją przewagą nad niedomyślającymi się niczego dziewczynami. W końcu Lola, której zaczęło jakoś dziwnie kręcić się w głowie, szturchnęła go w bok.
– Mów o co ci chodzi.
Klaudius spojrzał na nią groźnie, ale zaczął mówić.
– Żeby tu przyjść musiałem minąć kilka okien. Widziałem Marie…
W tym momencie Lizzy przerwała mu, prychając z niedowierzaniem.
– Oczywiście! Spodziewamy się niesamowitych atrakcji, a ty mówisz nam, że podglądałeś Marie. Myślałam, że stać cię na więcej niż zaglądanie dziewczynom w okna.
– Nie o to chodzi. Kiedy mijałem jej pokój, wymykała się na korytarz. Spojrzałem w jej okno tylko dlatego, że coś się tam poruszyło.
– Jasne jasne. Ale wciąż nie rozumiem, co miałoby w tym być ciekawego?
Chłopak spojrzał na nie z triumfem w oczach.
– W jednym oknie paliło się światło.
– Brawo, Sherlocku. A teraz powiedz nam z łaski swojej w czyim.
Lola spoglądała z niepokojem to na jedno, to na drugie. Do czegokolwiek zmierzali, nie podobało się jej to. Tymczasem Klaudius uśmiechał się coraz szerzej, nie chcąc szybko stracić zyskanego zainteresowania.
– W oknie Quinna – wydusił z siebie wreszcie, nie mogąc dłużej wytrzymać palącego spojrzenia Lizzy.
Lola odetchnęła z ulgą. Niestety nikt nie zwrócił na nią uwagi.
– Widziałeś co on robi? – zapytała natychmiast rudowłosa, a chłopak pokręcił w odpowiedzi głową.
– To nie po drodze. Widziałem tylko światło.
– Musimy to sprawdzić!
Lola próbowała ostudzić ich entuzjazm, ale jakiekolwiek próby były daremne. Po chwili wszyscy wspinali się na parapet.
– Nie bójcie się, jest tu dość szeroki gzyms. Jak coś nie jesteśmy aż tak wysoko.
W ten sposób najmłodsza uczennica akademii wylądowała na zewnątrz, wspinając się w ciemności tuż za swoimi towarzyszami i starając się nie przytulać zbytnio do ściany, żeby nie zniszczyć cennego szlafroka. Idący przodem Klaudius postanowił zabrać ze sobą swoją butelkę, co znacznie utrudniało mu zachowanie równowagi. Musieli co chwila się zatrzymywać, ale w końcu dotarli pod okno Quinna.
– Jesteście pewni, że to dobry pomysł? – zawołała przed siebie Lola, ale przyjaciele tylko ją uciszyli.
– Zwariowałaś? – wyszeptała Lizzy. – Jesteśmy tak blisko, że mogą nas usłyszeć.
– Nie ma żadnego „mogą”… – próbowała jej wyjaśnić Lola, ale przerwał jej niespodziewany wypadek.
W trakcie kiedy dziewczyny się spierały, Klaudius próbował zajrzeć przez okno. Był wciąż za daleko, dlatego wyciągnął rękę, żeby oprzeć się o szybę, ciągnąc za sobą przy okazji Lizzy, która wsparła się na nim całym swoim ciężarem, starając się zajrzeć mu przez ramię. Problem w tym, że szyby nie było tam, gdzie być powinna. Chłopak stracił równowagę i oboje wpadli z łoskotem do pokoju. Przerażona Lola wskoczyła za nimi, zapominając, że jest tam ktoś jeszcze.
Quinn siedział na podłodze, otoczony zapalonymi świeczkami i medytował, kiedy nagle w jego pokoju wylądowały z wielkim hukiem dwie osoby, a trzecia wskoczyła tuż za nimi. Zszokowany poderwał się na równe nogi, gotów do obrony. Dopiero po chwili zorientował się, kim są niespodziewani goście.
– Odbiło wam? – zawołał, wciąż nie rozumiejąc, co tu się stało.
– Gdzie jest Marie? – zapytała równie zdziwiona Lizzy, rozmasowując obolałe ciało.
– Mówiłam ci, że jej tu nie będzie! – krzyknęła zdenerwowana Lola.
– Patrzcie! Moja butelka się nie zbiła – ucieszył się tymczasem Klaudius i nagle wybuchnął śmiechem. Dziewczyny spojrzały po sobie i też zaczęły się śmiać. Quinn poczuł się jak w domu wariatów.
– Jaka Marie? Co tu się w ogóle dzieje?
– Czemu nie mogę się przestać śmiać? – zapytała w tym samym momencie Lola, łapiąc się za bolący od ruchu mięśni brzuch.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Quinn momentalnie pstryknął palcami, na co wszystkie świeczki zgasły i podskoczył do grupki, żeby zatkać dziewczynom usta. Klaudius uprzejmie sam zakrył swoje, ale nic nie było w stanie stłumić wydawanych przez nich dźwięków.
– Jeśli będę miał przez to jakieś kłopoty… – zaczął im szeptem grozić Quinn, ale wtedy zza drzwi dobiegł damski głos.
– Quinn, wszystko w porządku? To tylko ja i Herb. Usłyszeliśmy hałas…
Chłopak puścił dziewczyny i podszedł do drzwi, żeby zaprosić Joanne i Herba do środka, zanim wzbudzą jeszcze większe zainteresowanie.
– Zebrało się tu niezłe towarzystwo – stwierdzili nowoprzybyli, z zaskoczeniem obserwując śmiejących się.
– Czy ktoś jest w stanie mi wyjaśnić, co tu się dzieje? – zapytał Quinn.
– Myśleliśmy, że ty… – stwierdził zdziwiony Herb, ale Joanne dała mu kuksańca i zamilkł.
Klaudius pierwszy się uspokoił i z powątpiewaniem spojrzał na trzymaną butelkę.
– Możliwe, że przesadziłem z niektórymi składnikami. To miało nas tylko lekko rozbawić.
– I gdzie jest Marie? – zapytała Lizzy.
– Marie? – zdziwili się Herb i Joanne.
– Mogę coś powiedzieć? – odezwała się nagle Lola, która zbierała się do tego już od dłuższego czasu.
Wszyscy zamilkli i spojrzeli na nią z ciekawością.
– Od początku wiedziałam, że Marie tu nie będzie – stwierdziła, zwracając się głównie do swoich przyjaciół, którzy spojrzeli na nią ze zdziwieniem. – Nie ma żadnego powodu, dla którego miałaby tu być.
– Co masz na myśli? – zapytała skołowana Lizzy.
Poirytowana nastolatka przewróciła oczami.
– Oni nigdy ze sobą nawet nie rozmawiali. A poza tym, Marie woli dziewczyny.
W pokoju zaległa na chwilę cisza.
– Co? Skąd o tym wiesz?
– Powiedziała mi. – Dziewczyna wzruszyła bezwiednie ramionami. Przecież to całkiem normalne, prawda?
Lizzy patrzyła na nią uważnie.
– Rozmawiałyśmy z nią tyle samo razy, a mi nigdy tego nie powiedziała.
Klaudius spojrzał ze zrozumieniem na rudowłosą.
– Ona musi się jej podobać!
Na chwilę zupełnie zapomnieli o pozostałej trójce osób przebywających w pokoju. Quinn nie wytrzymał i postanowił się wtrącić.
– Niezależenie od tego, jak bardzo stereotypowe i niewłaściwie jest zakładanie, że Marie powiedziała o tym Loli, bo jej się podoba, czy dobrze rozumiem, że przyszliście tu, bo myśleliście, że przyłapiecie nas razem?
Klaudius i Lizzy już go nie słuchali. W ich głowie powstawał nowy, szatański plan. Lola przyglądała im się z rosnącym przerażeniem.
– Musimy je skonfrontować…
– Ale gdzie ona może być?
– Przejdziemy się korytarzem i będziemy podsłuchiwać pod drzwiami…
– A jeśli ktoś nas złapie?
– Oni ledwo nas pilnują.
Wybiegli za drzwi, wołając Lolę. Nastolatka niezręcznie przestąpiła z nogi na nogę, poprawiła szlafrok i poleciała za nimi. Quinn, Joanne i Herb zmierzyli się wzrokiem i też pobiegli za nimi.
– Zaczekajcie! O co…
Niedane było im dokończyć. Całą szóstkę sparaliżował chłodny powiew i dziwaczny szelest, który rozległ się w przestrzeni, w której nie było żadnego źródła tego rodzaju efektów. Wszystkie okna były zamknięte, przestrzeń wokół nich pusta…
To z czyjegoś pokoju – próbowała uspokoić się w myślach Lola, ale nagle usłyszała w głowie jakieś inne głosy, które mruczały coś niewyraźnie… Nie mogę się ruszyć – było jej ostatnią myślą.
Dwoje dorosłych stało w korytarzu, przyglądając się z troską leżącej na podłodze szóstce. Uczniowie byli nieprzytomni, choć raz na jakiś czas zdarzało im się jęknąć. Ombar podniósł wzrok i spojrzał na Nefris. Jego oczy zdawały się przeszywać ją na wylot.
– Czas, żebyśmy poważnie porozmawiali.

piątek, 11 stycznia 2019

Na krawędzi


Nowa mieszkanka Akademii Cieni przyjęła się zaskakująco dobrze. W bardzo krótkim czasie nikt nie potrafił wyobrazić sobie, że jeszcze do nie dawna nie było jej z nimi. Nefris,  pomimo swojej egocentryczności, okazała się o wiele bieglejsza w nawiązywaniu kontaktu z młodzieżą. Potrafiła wprowadzić dyscyplinę nie umniejszając uczniowskiej sympatii, rozmawiać swobodnie z zachowaniem odpowiedniego dystansu i przede wszystkim o wiele lepiej rozumiała potrzeby młodych. Zdziwiło ją jak lekceważąco Ombar potraktował kwestię zajęć pozalekcyjnych. Mówiąc krótko, nie obchodziło go, czym wychowankowie zajmują się w czasie wolnym tak długo, jak nie przekraczali niewidzialnych granic. Nie zastanawiał się nawet nad tym, czy nie warto byłoby podsunąć im jakiś pomysłów. Akademia znajdowała się bądź co bądź w miejscu dość odległym od miasta, co ograniczało możliwości.
Nefris udało się zdobyć gdzieś rzutnik i ekran. Zaczęła organizować wieczory filmowe, które cieszyły się dużą popularnością. Postanowiła też wynająć kogoś, kto zajmie się kuchnią i raz na miesiąc urządzać przyjęcia. Początkowo Ombar patrzył na jej wysiłki z niechęcią. Nie chciał dopuszczać do Akademii Cieni więcej osób niż trzeba, choć musiał przyznać, że uczniowie byli trochę za młodzi, żeby zrzucać na ich barki dbanie o zrównoważoną dietę. Ponadto jego towarzyszka znała ponoć kogoś, kto potrafił niczemu się nie dziwić i trzymać język za zębami. Zapewne chodziło o jeszcze jedną osobę, która przetrwała wojnę wbrew powszechnemu przekonaniu. A jeśli chodzi o przyjęcia, mistrz w końcu odpuścił, widząc, że mimo wszystko sprawiają one przyjemność zainteresowanym.
Jednak problem zdawał się sięgać głębiej niż z pozoru mogło się wydawać. Jeśli chodziłoby tylko o nagłe zainteresowanie młodzieżą, Ombar mógłby machnąć na to ręką. Nefris zawsze była dziwna. Trzeba było mieć jednak na uwadze, że ich działalność była pilnie obserwowana przez Trybun. Mistrz codziennie budził się z lękiem, że Stefan złoży im kolejną, niespodziewaną wizytę. Tym razem miałby co odkrywać. Starsi członkowie Trybunu mogliby się nabrać, ale on… Dorastali wszyscy razem; zbłąkane dzieci świata cieni, zastanawiające się, czy ich świat da się zmienić na lepsze. Iris mogła zniknąć z horyzontu w kluczowym momencie, ale przeczucie mówiło Ombarowi, że ich brązowowłosy rówieśnik cieszył się wyjątkową pamięcią do twarzy.
Być może więc same próby dogodzenia dzieciom i zajęcia czymś ich myśli nie przyciągnęłyby uwagi; zdążył zorientować się, że akademie w Stanach i Japonii także zaczęły się rozwijać w tym kierunku. Źródło niepokoju mistrza tkwiło w czymś zupełnie innym; od czasu pojawienia się amatorki starożytności atmosfera w obu budynkach jakby zgęstniała. Uczniowie wydawali się rozkojarzeni. Nocami na korytarzach rozlegały się na pozór zwyczajne dźwięki, których źródła nie był jednak w stanie namierzyć. Niedawno zaczaił się na korytarzu, chcąc przyłapać na gorącym uczynku osobę naruszającą ciszę nocną, ale nie udało mu się, choć jeśli nie myliły go uszy, stał tuż obok miejsca, które minęła przechodząca osoba. Próbował na wszelkie znane mu sposoby odkryć, kto to był. Uczniowie nie byli w stanie ukryć się za zasłoną energii. Szczerze powiedziawszy, od czasów utraty połączenia z energią przepływającą przez świat, nikt nie był w stanie tego zrobić. A nawet jeśli, zostawiłby jakiś ślad, cokolwiek.
Spędził potem długą, bezsenną noc w swoim pokoju. Najpierw przerzucał stronice kilku starych ksiąg, które udało mu się tu przemycić. Później po prostu leżał i wpatrywał się w sufit. Nie potrzebował tych ksiąg. Jego rodzice byli jednymi z najzdolniejszych i najmądrzejszych ludzi w ich społeczeństwie. Nauczyli go wielu rzeczy, o których reszta nie miała nawet pojęcia. Dobrze wiedział, że istnieją tylko dwa wyjaśnienia tej sytuacji… Mimo to, trudno było się z tym pogodzić. To oznaczałoby, że musi pozbyć się Nefris i to szybko. Tymczasem zdążył już polubić jej towarzystwo. Ponadto odciążyła go, przejmując część obowiązków. I, nawet jeśli trudno było to przyznać choćby w głębi ducha, w wielu dziedzinach okazała się dużo lepszą nauczycielką. Nareszcie zrobili prawdziwe postępy w manipulowaniu energią. Ale jeśli Nefris przy okazji wykorzystywała ich energię w taki sposób, jakiego się spodziewał, nie mógł tego zlekceważyć. Paranie się starożytną magią, tak, magią, bo inaczej nie dało się tego określić, mogło nie tylko ściągnąć na nich Trybun, ale też zaważyć na równowadze całego świata. Akurat tak się składało, że matka Iris zajmowała się także badaniem starożytnych zapisków dotyczących energii. Pośród niewinnych informacji, które zaadoptowali na swoje potrzeby, dało się znaleźć opisy praktyk, które ze względu na swój charakter nigdy nie zostały przetłumaczone. Poza badaczką, wiedzieli o tym tylko jego rodzice, którzy zatwierdzali tę decyzję. Najwyraźniej dowiedziała się o tym również Nefris. A jej pojawienie się tutaj nie było przypadkowe.
O ile nie dało się połączyć z energią krążącą w świecie, istniały sposoby na wykorzystanie cudzej energii. Trybun łączył się w ten sposób raz na jakiś czas, choć wymagało to wielkiego skupienia, a wszyscy uczestnicy takiej „sesji” przez kilka kolejnych dni byli tak zmęczeni, że ich możliwości ograniczały się do minimum.
Istniały więc dwie opcje. Albo Nefris praktykowała starożytną magię, z nieznanych przyczyn balansując na krawędzi świata żywych i zmarłych przy pomocy energii uczniów, albo, co jeszcze bardziej ryzykowne, używała jej do wpuszczania duchów do świata żywych. Duchów, cieni, odbić dawnych istnień… Można było to określić na różne sposoby. Po śmierci energia nie znikała, tylko rozpraszała się po świecie, żeby stworzyć nowe istnienia, ale jej niewielka część pozostawała nietknięta, zmieniając jedynie swoją strukturę, co sprawiało, że żyjący nie byli w stanie jej dostrzec. Mogli jedynie ją odczuć. Chyba, że dysponowaliby dużo większą mocą…
Ombar wiedział jednak, że to wszystko nie ma większego znaczenia. Cokolwiek Nefris robiła, było to niebezpieczne. Musiał się z nią skonfrontować.
Z drugiej strony, czy na pewno to była jej wina? Aż zbyt łatwo było ją powiązać z tą sytuacją. Ale jeśli nie ona to kto? Nowe postaci, które włączyła do ich osamotnionego życia, były wyjątkowo niewinne; przez kilka pierwszych dni śledził je i analizował ich moc, żeby upewnić się, kogo wpuszcza za mury swojej szkoły.
Ale uczniowie… Nie. Żadne z nich nie wydawało mu się podejrzane. Joanne, nawet abstrahując od braku potrzebnego wykształcenia, była na to zbyt rozsądna. Herb za bardzo trzymał się spraw przyziemnych i swoich ziół. Quinn… Nie, to niesprawiedliwe, że Quinn wydał mu się przez chwilę podejrzany. To prawda, był ostatnio rozkojarzony, ale nie bardziej niż wszyscy. Poza tym, nie dorównywał Joanne i Herbowi, nie wspominając już o całej reszcie.
Nie, z tą sprawą ewidentnie związana była Nefris. Choć bardzo nie chciał, musiał z nią porozmawiać.
Odsunął krzesło o biurka i położył na nim nogi, wbijając wzrok w widok rozciągający się za oknem. Ciemność otaczała obydwa budynki, poprzecinana jedynie lampami ogrodowymi, wyznaczającymi ścieżkę i kilkoma jasnymi oknami w budynku sypialnianym.
Oparł się wygodnie o oparcie i wplótł palce we włosy. Dzisiaj nie chciało mu się już tym zajmować. W końcu co złego może stać się w ciągu jednej nocy? Sięgnął po kubek nieco ostygłej już herbaty rumiankowej i wypił łyk. Poczuł, jak opadają mu powieki, a mięśnie stają się przyjemnie ciepłe.
Zdecydowanie zajmie się tym jutro. Jakie tak naprawdę ma znaczenie równowaga świata? Gdyby choć raz ktoś ją w końcu zburzył, zamiast zawsze tylko próbować, może nareszcie byłoby co ratować. Może mógłby się wtedy wykazać na jakimś innym polu… Uśmiechnął się do siebie, zamykając oczy.