Nowa
mieszkanka Akademii Cieni przyjęła się zaskakująco dobrze. W bardzo krótkim
czasie nikt nie potrafił wyobrazić sobie, że jeszcze do nie dawna nie było jej
z nimi. Nefris, pomimo swojej
egocentryczności, okazała się o wiele bieglejsza w nawiązywaniu kontaktu z
młodzieżą. Potrafiła wprowadzić dyscyplinę nie umniejszając uczniowskiej
sympatii, rozmawiać swobodnie z zachowaniem odpowiedniego dystansu i przede
wszystkim o wiele lepiej rozumiała potrzeby młodych. Zdziwiło ją jak
lekceważąco Ombar potraktował kwestię zajęć pozalekcyjnych. Mówiąc krótko, nie
obchodziło go, czym wychowankowie zajmują się w czasie wolnym tak długo, jak
nie przekraczali niewidzialnych granic. Nie zastanawiał się nawet nad tym, czy
nie warto byłoby podsunąć im jakiś pomysłów. Akademia znajdowała się bądź co
bądź w miejscu dość odległym od miasta, co ograniczało możliwości.
Nefris
udało się zdobyć gdzieś rzutnik i ekran. Zaczęła organizować wieczory filmowe,
które cieszyły się dużą popularnością. Postanowiła też wynająć kogoś, kto
zajmie się kuchnią i raz na miesiąc urządzać przyjęcia. Początkowo Ombar
patrzył na jej wysiłki z niechęcią. Nie chciał dopuszczać do Akademii Cieni
więcej osób niż trzeba, choć musiał przyznać, że uczniowie byli trochę za
młodzi, żeby zrzucać na ich barki dbanie o zrównoważoną dietę. Ponadto jego
towarzyszka znała ponoć kogoś, kto potrafił niczemu się nie dziwić i trzymać
język za zębami. Zapewne chodziło o jeszcze jedną osobę, która przetrwała wojnę
wbrew powszechnemu przekonaniu. A jeśli chodzi o przyjęcia, mistrz w końcu
odpuścił, widząc, że mimo wszystko sprawiają one przyjemność zainteresowanym.
Jednak
problem zdawał się sięgać głębiej niż z pozoru mogło się wydawać. Jeśli
chodziłoby tylko o nagłe zainteresowanie młodzieżą, Ombar mógłby machnąć na to
ręką. Nefris zawsze była dziwna. Trzeba było mieć jednak na uwadze, że ich
działalność była pilnie obserwowana przez Trybun. Mistrz codziennie budził się
z lękiem, że Stefan złoży im kolejną, niespodziewaną wizytę. Tym razem miałby
co odkrywać. Starsi członkowie Trybunu mogliby się nabrać, ale on… Dorastali
wszyscy razem; zbłąkane dzieci świata cieni, zastanawiające się, czy ich świat
da się zmienić na lepsze. Iris mogła zniknąć z horyzontu w kluczowym momencie,
ale przeczucie mówiło Ombarowi, że ich brązowowłosy rówieśnik cieszył się
wyjątkową pamięcią do twarzy.
Być
może więc same próby dogodzenia dzieciom i zajęcia czymś ich myśli nie
przyciągnęłyby uwagi; zdążył zorientować się, że akademie w Stanach i Japonii
także zaczęły się rozwijać w tym kierunku. Źródło niepokoju mistrza tkwiło w czymś
zupełnie innym; od czasu pojawienia się amatorki starożytności atmosfera w obu
budynkach jakby zgęstniała. Uczniowie wydawali się rozkojarzeni. Nocami na
korytarzach rozlegały się na pozór zwyczajne dźwięki, których źródła nie był
jednak w stanie namierzyć. Niedawno zaczaił się na korytarzu, chcąc przyłapać
na gorącym uczynku osobę naruszającą ciszę nocną, ale nie udało mu się, choć
jeśli nie myliły go uszy, stał tuż obok miejsca, które minęła przechodząca
osoba. Próbował na wszelkie znane mu sposoby odkryć, kto to był. Uczniowie nie
byli w stanie ukryć się za zasłoną energii. Szczerze powiedziawszy, od czasów utraty
połączenia z energią przepływającą przez świat, nikt nie był w stanie tego
zrobić. A nawet jeśli, zostawiłby jakiś ślad, cokolwiek.
Spędził
potem długą, bezsenną noc w swoim pokoju. Najpierw przerzucał stronice kilku
starych ksiąg, które udało mu się tu przemycić. Później po prostu leżał i
wpatrywał się w sufit. Nie potrzebował tych ksiąg. Jego rodzice byli jednymi z
najzdolniejszych i najmądrzejszych ludzi w ich społeczeństwie. Nauczyli go
wielu rzeczy, o których reszta nie miała nawet pojęcia. Dobrze wiedział, że
istnieją tylko dwa wyjaśnienia tej sytuacji… Mimo to, trudno było się z tym
pogodzić. To oznaczałoby, że musi pozbyć się Nefris i to szybko. Tymczasem zdążył
już polubić jej towarzystwo. Ponadto odciążyła go, przejmując część obowiązków.
I, nawet jeśli trudno było to przyznać choćby w głębi ducha, w wielu
dziedzinach okazała się dużo lepszą nauczycielką. Nareszcie zrobili prawdziwe
postępy w manipulowaniu energią. Ale jeśli Nefris przy okazji wykorzystywała
ich energię w taki sposób, jakiego się spodziewał, nie mógł tego zlekceważyć.
Paranie się starożytną magią, tak, magią, bo inaczej nie dało się tego
określić, mogło nie tylko ściągnąć na nich Trybun, ale też zaważyć na
równowadze całego świata. Akurat tak się składało, że matka Iris zajmowała się
także badaniem starożytnych zapisków dotyczących energii. Pośród niewinnych
informacji, które zaadoptowali na swoje potrzeby, dało się znaleźć opisy
praktyk, które ze względu na swój charakter nigdy nie zostały przetłumaczone.
Poza badaczką, wiedzieli o tym tylko jego rodzice, którzy zatwierdzali tę
decyzję. Najwyraźniej dowiedziała się o tym również Nefris. A jej pojawienie
się tutaj nie było przypadkowe.
O
ile nie dało się połączyć z energią krążącą w świecie, istniały sposoby na wykorzystanie
cudzej energii. Trybun łączył się w ten sposób raz na jakiś czas, choć wymagało
to wielkiego skupienia, a wszyscy uczestnicy takiej „sesji” przez kilka
kolejnych dni byli tak zmęczeni, że ich możliwości ograniczały się do minimum.
Istniały
więc dwie opcje. Albo Nefris praktykowała starożytną magię, z nieznanych
przyczyn balansując na krawędzi świata żywych i zmarłych przy pomocy energii
uczniów, albo, co jeszcze bardziej ryzykowne, używała jej do wpuszczania duchów
do świata żywych. Duchów, cieni, odbić dawnych istnień… Można było to określić
na różne sposoby. Po śmierci energia nie znikała, tylko rozpraszała się po
świecie, żeby stworzyć nowe istnienia, ale jej niewielka część pozostawała
nietknięta, zmieniając jedynie swoją strukturę, co sprawiało, że żyjący nie
byli w stanie jej dostrzec. Mogli jedynie ją odczuć. Chyba, że dysponowaliby
dużo większą mocą…
Ombar
wiedział jednak, że to wszystko nie ma większego znaczenia. Cokolwiek Nefris
robiła, było to niebezpieczne. Musiał się z nią skonfrontować.
Z
drugiej strony, czy na pewno to była jej wina? Aż zbyt łatwo było ją powiązać z
tą sytuacją. Ale jeśli nie ona to kto? Nowe postaci, które włączyła do ich
osamotnionego życia, były wyjątkowo niewinne; przez kilka pierwszych dni
śledził je i analizował ich moc, żeby upewnić się, kogo wpuszcza za mury swojej
szkoły.
Ale
uczniowie… Nie. Żadne z nich nie wydawało mu się podejrzane. Joanne, nawet
abstrahując od braku potrzebnego wykształcenia, była na to zbyt rozsądna. Herb
za bardzo trzymał się spraw przyziemnych i swoich ziół. Quinn… Nie, to niesprawiedliwe, że Quinn
wydał mu się przez chwilę podejrzany. To prawda, był ostatnio rozkojarzony, ale
nie bardziej niż wszyscy. Poza tym, nie dorównywał Joanne i Herbowi, nie wspominając
już o całej reszcie.
Nie,
z tą sprawą ewidentnie związana była Nefris. Choć bardzo nie chciał, musiał z
nią porozmawiać.
Odsunął
krzesło o biurka i położył na nim nogi, wbijając wzrok w widok rozciągający się
za oknem. Ciemność otaczała obydwa budynki, poprzecinana jedynie lampami
ogrodowymi, wyznaczającymi ścieżkę i kilkoma jasnymi oknami w budynku
sypialnianym.
Oparł
się wygodnie o oparcie i wplótł palce we włosy. Dzisiaj nie chciało mu się już
tym zajmować. W końcu co złego może stać się w ciągu jednej nocy? Sięgnął po
kubek nieco ostygłej już herbaty rumiankowej i wypił łyk. Poczuł, jak opadają
mu powieki, a mięśnie stają się przyjemnie ciepłe.
Zdecydowanie
zajmie się tym jutro. Jakie tak naprawdę ma znaczenie równowaga świata? Gdyby
choć raz ktoś ją w końcu zburzył, zamiast zawsze tylko próbować, może nareszcie
byłoby co ratować. Może mógłby się wtedy wykazać na jakimś innym polu…
Uśmiechnął się do siebie, zamykając oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz