piątek, 11 stycznia 2019

Na krawędzi


Nowa mieszkanka Akademii Cieni przyjęła się zaskakująco dobrze. W bardzo krótkim czasie nikt nie potrafił wyobrazić sobie, że jeszcze do nie dawna nie było jej z nimi. Nefris,  pomimo swojej egocentryczności, okazała się o wiele bieglejsza w nawiązywaniu kontaktu z młodzieżą. Potrafiła wprowadzić dyscyplinę nie umniejszając uczniowskiej sympatii, rozmawiać swobodnie z zachowaniem odpowiedniego dystansu i przede wszystkim o wiele lepiej rozumiała potrzeby młodych. Zdziwiło ją jak lekceważąco Ombar potraktował kwestię zajęć pozalekcyjnych. Mówiąc krótko, nie obchodziło go, czym wychowankowie zajmują się w czasie wolnym tak długo, jak nie przekraczali niewidzialnych granic. Nie zastanawiał się nawet nad tym, czy nie warto byłoby podsunąć im jakiś pomysłów. Akademia znajdowała się bądź co bądź w miejscu dość odległym od miasta, co ograniczało możliwości.
Nefris udało się zdobyć gdzieś rzutnik i ekran. Zaczęła organizować wieczory filmowe, które cieszyły się dużą popularnością. Postanowiła też wynająć kogoś, kto zajmie się kuchnią i raz na miesiąc urządzać przyjęcia. Początkowo Ombar patrzył na jej wysiłki z niechęcią. Nie chciał dopuszczać do Akademii Cieni więcej osób niż trzeba, choć musiał przyznać, że uczniowie byli trochę za młodzi, żeby zrzucać na ich barki dbanie o zrównoważoną dietę. Ponadto jego towarzyszka znała ponoć kogoś, kto potrafił niczemu się nie dziwić i trzymać język za zębami. Zapewne chodziło o jeszcze jedną osobę, która przetrwała wojnę wbrew powszechnemu przekonaniu. A jeśli chodzi o przyjęcia, mistrz w końcu odpuścił, widząc, że mimo wszystko sprawiają one przyjemność zainteresowanym.
Jednak problem zdawał się sięgać głębiej niż z pozoru mogło się wydawać. Jeśli chodziłoby tylko o nagłe zainteresowanie młodzieżą, Ombar mógłby machnąć na to ręką. Nefris zawsze była dziwna. Trzeba było mieć jednak na uwadze, że ich działalność była pilnie obserwowana przez Trybun. Mistrz codziennie budził się z lękiem, że Stefan złoży im kolejną, niespodziewaną wizytę. Tym razem miałby co odkrywać. Starsi członkowie Trybunu mogliby się nabrać, ale on… Dorastali wszyscy razem; zbłąkane dzieci świata cieni, zastanawiające się, czy ich świat da się zmienić na lepsze. Iris mogła zniknąć z horyzontu w kluczowym momencie, ale przeczucie mówiło Ombarowi, że ich brązowowłosy rówieśnik cieszył się wyjątkową pamięcią do twarzy.
Być może więc same próby dogodzenia dzieciom i zajęcia czymś ich myśli nie przyciągnęłyby uwagi; zdążył zorientować się, że akademie w Stanach i Japonii także zaczęły się rozwijać w tym kierunku. Źródło niepokoju mistrza tkwiło w czymś zupełnie innym; od czasu pojawienia się amatorki starożytności atmosfera w obu budynkach jakby zgęstniała. Uczniowie wydawali się rozkojarzeni. Nocami na korytarzach rozlegały się na pozór zwyczajne dźwięki, których źródła nie był jednak w stanie namierzyć. Niedawno zaczaił się na korytarzu, chcąc przyłapać na gorącym uczynku osobę naruszającą ciszę nocną, ale nie udało mu się, choć jeśli nie myliły go uszy, stał tuż obok miejsca, które minęła przechodząca osoba. Próbował na wszelkie znane mu sposoby odkryć, kto to był. Uczniowie nie byli w stanie ukryć się za zasłoną energii. Szczerze powiedziawszy, od czasów utraty połączenia z energią przepływającą przez świat, nikt nie był w stanie tego zrobić. A nawet jeśli, zostawiłby jakiś ślad, cokolwiek.
Spędził potem długą, bezsenną noc w swoim pokoju. Najpierw przerzucał stronice kilku starych ksiąg, które udało mu się tu przemycić. Później po prostu leżał i wpatrywał się w sufit. Nie potrzebował tych ksiąg. Jego rodzice byli jednymi z najzdolniejszych i najmądrzejszych ludzi w ich społeczeństwie. Nauczyli go wielu rzeczy, o których reszta nie miała nawet pojęcia. Dobrze wiedział, że istnieją tylko dwa wyjaśnienia tej sytuacji… Mimo to, trudno było się z tym pogodzić. To oznaczałoby, że musi pozbyć się Nefris i to szybko. Tymczasem zdążył już polubić jej towarzystwo. Ponadto odciążyła go, przejmując część obowiązków. I, nawet jeśli trudno było to przyznać choćby w głębi ducha, w wielu dziedzinach okazała się dużo lepszą nauczycielką. Nareszcie zrobili prawdziwe postępy w manipulowaniu energią. Ale jeśli Nefris przy okazji wykorzystywała ich energię w taki sposób, jakiego się spodziewał, nie mógł tego zlekceważyć. Paranie się starożytną magią, tak, magią, bo inaczej nie dało się tego określić, mogło nie tylko ściągnąć na nich Trybun, ale też zaważyć na równowadze całego świata. Akurat tak się składało, że matka Iris zajmowała się także badaniem starożytnych zapisków dotyczących energii. Pośród niewinnych informacji, które zaadoptowali na swoje potrzeby, dało się znaleźć opisy praktyk, które ze względu na swój charakter nigdy nie zostały przetłumaczone. Poza badaczką, wiedzieli o tym tylko jego rodzice, którzy zatwierdzali tę decyzję. Najwyraźniej dowiedziała się o tym również Nefris. A jej pojawienie się tutaj nie było przypadkowe.
O ile nie dało się połączyć z energią krążącą w świecie, istniały sposoby na wykorzystanie cudzej energii. Trybun łączył się w ten sposób raz na jakiś czas, choć wymagało to wielkiego skupienia, a wszyscy uczestnicy takiej „sesji” przez kilka kolejnych dni byli tak zmęczeni, że ich możliwości ograniczały się do minimum.
Istniały więc dwie opcje. Albo Nefris praktykowała starożytną magię, z nieznanych przyczyn balansując na krawędzi świata żywych i zmarłych przy pomocy energii uczniów, albo, co jeszcze bardziej ryzykowne, używała jej do wpuszczania duchów do świata żywych. Duchów, cieni, odbić dawnych istnień… Można było to określić na różne sposoby. Po śmierci energia nie znikała, tylko rozpraszała się po świecie, żeby stworzyć nowe istnienia, ale jej niewielka część pozostawała nietknięta, zmieniając jedynie swoją strukturę, co sprawiało, że żyjący nie byli w stanie jej dostrzec. Mogli jedynie ją odczuć. Chyba, że dysponowaliby dużo większą mocą…
Ombar wiedział jednak, że to wszystko nie ma większego znaczenia. Cokolwiek Nefris robiła, było to niebezpieczne. Musiał się z nią skonfrontować.
Z drugiej strony, czy na pewno to była jej wina? Aż zbyt łatwo było ją powiązać z tą sytuacją. Ale jeśli nie ona to kto? Nowe postaci, które włączyła do ich osamotnionego życia, były wyjątkowo niewinne; przez kilka pierwszych dni śledził je i analizował ich moc, żeby upewnić się, kogo wpuszcza za mury swojej szkoły.
Ale uczniowie… Nie. Żadne z nich nie wydawało mu się podejrzane. Joanne, nawet abstrahując od braku potrzebnego wykształcenia, była na to zbyt rozsądna. Herb za bardzo trzymał się spraw przyziemnych i swoich ziół. Quinn… Nie, to niesprawiedliwe, że Quinn wydał mu się przez chwilę podejrzany. To prawda, był ostatnio rozkojarzony, ale nie bardziej niż wszyscy. Poza tym, nie dorównywał Joanne i Herbowi, nie wspominając już o całej reszcie.
Nie, z tą sprawą ewidentnie związana była Nefris. Choć bardzo nie chciał, musiał z nią porozmawiać.
Odsunął krzesło o biurka i położył na nim nogi, wbijając wzrok w widok rozciągający się za oknem. Ciemność otaczała obydwa budynki, poprzecinana jedynie lampami ogrodowymi, wyznaczającymi ścieżkę i kilkoma jasnymi oknami w budynku sypialnianym.
Oparł się wygodnie o oparcie i wplótł palce we włosy. Dzisiaj nie chciało mu się już tym zajmować. W końcu co złego może stać się w ciągu jednej nocy? Sięgnął po kubek nieco ostygłej już herbaty rumiankowej i wypił łyk. Poczuł, jak opadają mu powieki, a mięśnie stają się przyjemnie ciepłe.
Zdecydowanie zajmie się tym jutro. Jakie tak naprawdę ma znaczenie równowaga świata? Gdyby choć raz ktoś ją w końcu zburzył, zamiast zawsze tylko próbować, może nareszcie byłoby co ratować. Może mógłby się wtedy wykazać na jakimś innym polu… Uśmiechnął się do siebie, zamykając oczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz