Stuk. Stuk. Stuk.
Quinn przekręcił się poirytowany z
boku na bok. Na pewno nie musiał jeszcze wstawać. Co w ogóle ktoś robił o
takiej porze na korytarzu? Zacisnął oczy, z całej siły powstrzymując je przed
otwarciem się.
Stuk. Stuk. Stuk.
Usiadł gwałtownie na łóżku, teraz już
naprawdę zdenerwowany. Miał rację – za oknem było jeszcze ciemno. Z nieba sypał
się śnieg, ale ponieważ nie było wystarczająco zimno, roztapiał się na ziemi,
tworząc błoto. Czemu u licha ktoś miałby gdzieś wychodzić o takiej porze i w
taką pogodę, w dodatku ubrany w buty na obcasach? Quinn nie wątpił bowiem, że
ktoś wychodzi – kroki były zbyt energiczne na osobę wracającą, a w tym budynku
nie było miejsc, do których można się wybierać w nocy. Może poza kuchnią, ale
od kiedy nowa mistrzyni, Nefris, namówiła Ombara to zatrudnienia kucharki, dużo
trudniej było wykradać jedzenie. Dokąd więc mogła się wybierać tajemnicza
postać?
Zaintrygowany, prawie zapomniał o
zdenerwowaniu. Podszedł cicho do drzwi. Podłoga wydała mu się wyjątkowo zimna,
kiedy zetknęły się z nią jego bose stopy, ale ciekawość była silniejsza od
dyskomfortu. Przyłożył oko do dziurki od klucza dokładnie w momencie, gdy kroki
stały się najgłośniejsze, czyli osoba po drugiej stronie musiała znajdować się
tuż obok. Wytężył wzrok i… Odskoczył od drzwi.
Stukot zaczął się oddalać. Quinn
zebrał się jeszcze raz na odwagę i podszedł do drewnianych drzwi. Złapał za
chłodną klamkę i uchylił je na tyle, żeby wystawić głowę.
Szukał wzrokiem źródła dźwięku długo
po tym, jak ucichł. Stopy zmarzły mu tak bardzo, że kiedy w końcu wrócił do
łóżka i przykrył się kołdrą, nie potrafił zasnąć.
Skoro słyszał dźwięk, musiało też
istnieć jego źródło, prawda? Dlaczego więc nic nie zobaczył?
Dawno temu jego rodzice opowiadali mu
o duchach. Niektóre z opowieści były piękne, ale mimo wszystko, wolałby
mieszkać w nienawiedzonej akademii. Czy oczekiwał zbyt wiele, zakładając, że to
tutaj odnajdzie na jakiś czas spokój?
Rano podszedł w jadalni do Herba i
Joanne, siedzących jak zwykle przy najlepszym stole obok okna. Chłopak mówił
coś właśnie do dziewczyny, ale ona wpatrywała się w widok za szybą, gładząc
dłonią mahoniowy blat.
– Hej – odezwał się do nich, siadając
obok.
Herb spojrzał na niego ze
zdziwieniem, ale Joanne zdawała się wciąż nie zwracać uwagi. Jej
jasnoniebieskie oczy zwróciły się w stronę Quinna dopiero, gdy bez owijania w bawełnę
zadał im dręczące go pytanie.
– Słyszeliście w nocy kroki na
korytarzu?
– Kroki? – Herb zaczął się śmiać. –
Stary, gdyby miał mnie budzić każdy dźwięk…
– Nie każdy dźwięk – przerwał mu
szybko Quinn. Nachylił się bliżej i ściszył odrobinę głos. – To był stuk
obcasów.
Herb pokręcił głową.
– Sypiam jak zabity – wyjaśnił z
rozbawieniem. – Ale to żadna wielka rzecz, pewnie ktoś wymykał się na imprezę –
dodał, spoglądając wymownie w kierunku Lizzy, siedzącej przy stole obok, która
obrzucała właśnie Klaudiusa rozgniecionymi borówkami.
Joanne wpatrywała się uważnie w
Quinna, ale nie odezwała się ani słowem. Chłopak wzruszył niemrawo ramionami i
zaczął zjadać płatki z mlekiem.
– Wiecie co? – rzucił w pewnym
momencie Herb. – Kiedy Ombar opowiedział nam o tym Tunelu, który ma się
otworzyć za dwa lata, zacząłem się nad czymś zastanawiać. Mistrz powiedział, że
jesteśmy drugim pokoleniem, które podejmie próbę, a on sam był pierwszym, razem
z mistrzami innych Akademii Cieni. Ale kto go do tego przygotował?
Quinn wbił wzrok w talerz. Aż za
dobrze znał odpowiedź na to pytanie. Kiedy podniósł oczy, zobaczył, że Nefris
wpatruje się w niego uważnie z drugiego końca jadalni. W jej oczach lśniło coś
na kształt ostrzeżenia.
– Muszę lecieć – powiedział do swoich
towarzyszy i wstał pośpiesznie.
– Czekaj!
Joanne złapała go lodowatą dłonią.
– Tak? – Odwrócił się z zaskoczeniem.
Przez chwilę patrzyła na niego bez
słowa, jakby usiłowała przekazać mu coś telepatycznie. Nie udało się jej.
– Może wieczorem też z nami
usiądziesz? – zapytała w końcu.
Zszokowany spojrzał na Herba, który
wzruszył ramionami.
– Jasne. Do zobaczenia na zajęciach –
odpowiedział i oddalił się w stronę drzwi.
Jak tylko zniknął Herb nachylił się
do Joanne.
– Lubię Quinna, ale czasem dziwnie
się zachowuje. Swoją drogą, „z nami”? Miło wiedzieć, że jednak zauważyłaś, że
się do ciebie dosiadam. Już myślałem, że jestem niewidzialny.
Joanne spojrzała na niego z
zakłopotaniem, ale po jego minie zauważyła, że nie robi jej wyrzutów, tylko się
z niej śmieje. Mogła albo się na niego zdenerwować, albo śmiać się razem z nim.
Tym razem wybrała to drugie.
***