środa, 21 listopada 2018

Nocny niepokój


­­­Stuk. Stuk. Stuk.
Quinn przekręcił się poirytowany z boku na bok. Na pewno nie musiał jeszcze wstawać. Co w ogóle ktoś robił o takiej porze na korytarzu? Zacisnął oczy, z całej siły powstrzymując je przed otwarciem się.
Stuk. Stuk. Stuk.
Usiadł gwałtownie na łóżku, teraz już naprawdę zdenerwowany. Miał rację – za oknem było jeszcze ciemno. Z nieba sypał się śnieg, ale ponieważ nie było wystarczająco zimno, roztapiał się na ziemi, tworząc błoto. Czemu u licha ktoś miałby gdzieś wychodzić o takiej porze i w taką pogodę, w dodatku ubrany w buty na obcasach? Quinn nie wątpił bowiem, że ktoś wychodzi – kroki były zbyt energiczne na osobę wracającą, a w tym budynku nie było miejsc, do których można się wybierać w nocy. Może poza kuchnią, ale od kiedy nowa mistrzyni, Nefris, namówiła Ombara to zatrudnienia kucharki, dużo trudniej było wykradać jedzenie. Dokąd więc mogła się wybierać tajemnicza postać?
Zaintrygowany, prawie zapomniał o zdenerwowaniu. Podszedł cicho do drzwi. Podłoga wydała mu się wyjątkowo zimna, kiedy zetknęły się z nią jego bose stopy, ale ciekawość była silniejsza od dyskomfortu. Przyłożył oko do dziurki od klucza dokładnie w momencie, gdy kroki stały się najgłośniejsze, czyli osoba po drugiej stronie musiała znajdować się tuż obok. Wytężył wzrok i… Odskoczył od drzwi.
Stukot zaczął się oddalać. Quinn zebrał się jeszcze raz na odwagę i podszedł do drewnianych drzwi. Złapał za chłodną klamkę i uchylił je na tyle, żeby wystawić głowę.
Szukał wzrokiem źródła dźwięku długo po tym, jak ucichł. Stopy zmarzły mu tak bardzo, że kiedy w końcu wrócił do łóżka i przykrył się kołdrą, nie potrafił zasnąć.
Skoro słyszał dźwięk, musiało też istnieć jego źródło, prawda? Dlaczego więc nic nie zobaczył?
Dawno temu jego rodzice opowiadali mu o duchach. Niektóre z opowieści były piękne, ale mimo wszystko, wolałby mieszkać w nienawiedzonej akademii. Czy oczekiwał zbyt wiele, zakładając, że to tutaj odnajdzie na jakiś czas spokój?
Rano podszedł w jadalni do Herba i Joanne, siedzących jak zwykle przy najlepszym stole obok okna. Chłopak mówił coś właśnie do dziewczyny, ale ona wpatrywała się w widok za szybą, gładząc dłonią mahoniowy blat.
– Hej – odezwał się do nich, siadając obok.
Herb spojrzał na niego ze zdziwieniem, ale Joanne zdawała się wciąż nie zwracać uwagi. Jej jasnoniebieskie oczy zwróciły się w stronę Quinna dopiero, gdy bez owijania w bawełnę zadał im dręczące go pytanie.
– Słyszeliście w nocy kroki na korytarzu?
­– Kroki? – Herb zaczął się śmiać. – Stary, gdyby miał mnie budzić każdy dźwięk…
– Nie każdy dźwięk – przerwał mu szybko Quinn. Nachylił się bliżej i ściszył odrobinę głos. – To był stuk obcasów.
Herb pokręcił głową.
– Sypiam jak zabity – wyjaśnił z rozbawieniem. – Ale to żadna wielka rzecz, pewnie ktoś wymykał się na imprezę – dodał, spoglądając wymownie w kierunku Lizzy, siedzącej przy stole obok, która obrzucała właśnie Klaudiusa rozgniecionymi borówkami.
Joanne wpatrywała się uważnie w Quinna, ale nie odezwała się ani słowem. Chłopak wzruszył niemrawo ramionami i zaczął zjadać płatki z mlekiem.
– Wiecie co? – rzucił w pewnym momencie Herb. – Kiedy Ombar opowiedział nam o tym Tunelu, który ma się otworzyć za dwa lata, zacząłem się nad czymś zastanawiać. Mistrz powiedział, że jesteśmy drugim pokoleniem, które podejmie próbę, a on sam był pierwszym, razem z mistrzami innych Akademii Cieni. Ale kto go do tego przygotował?
Quinn wbił wzrok w talerz. Aż za dobrze znał odpowiedź na to pytanie. Kiedy podniósł oczy, zobaczył, że Nefris wpatruje się w niego uważnie z drugiego końca jadalni. W jej oczach lśniło coś na kształt ostrzeżenia.
– Muszę lecieć – powiedział do swoich towarzyszy i wstał pośpiesznie.
– Czekaj!
Joanne złapała go lodowatą dłonią.
– Tak? – Odwrócił się z zaskoczeniem.
Przez chwilę patrzyła na niego bez słowa, jakby usiłowała przekazać mu coś telepatycznie. Nie udało się jej.
– Może wieczorem też z nami usiądziesz? – zapytała w końcu.
Zszokowany spojrzał na Herba, który wzruszył ramionami.
– Jasne. Do zobaczenia na zajęciach – odpowiedział i oddalił się w stronę drzwi.
Jak tylko zniknął Herb nachylił się do Joanne.
– Lubię Quinna, ale czasem dziwnie się zachowuje. Swoją drogą, „z nami”? Miło wiedzieć, że jednak zauważyłaś, że się do ciebie dosiadam. Już myślałem, że jestem niewidzialny.
Joanne spojrzała na niego z zakłopotaniem, ale po jego minie zauważyła, że nie robi jej wyrzutów, tylko się z niej śmieje. Mogła albo się na niego zdenerwować, albo śmiać się razem z nim. Tym razem wybrała to drugie.
***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz